Byłeś tak długo twardy, nieustępliwy, wiedziałeś jaki masz cel i dokąd zmierzasz.
Każdego dnia dawałeś wszystko, żeby sięgać po swoje sukcesy, tak zawodowe, jak i prywatne.
Miałeś w sobie wartości, dzięki którym łatwo było iść do przodu.
Wszystko było jasne, przejrzyste, twoje serce i umysł współgrały ze sobą by prowadzić Cię na twojej drodze.
Nie wyrażałeś swojej złości na otaczający Cię świat, zaciskałeś zęby i szedłeś dalej, walczyłeś mocniej.
Problemy były dla Ciebie wyzwaniem, które podejmowałeś bez zbędnego oporu.
I nadszedł ten dzień, w którym wszystko straciło jakikolwiek sens.
Dzień, w którym zobaczyłeś jak bardzo jesteś samotny pomimo nie bycia samemu.
Cały twój świat legł w gruzach niczym domek z kart.
Ktoś zdmuchnął wszystko co było twoim fundamentem.
Rozsypałeś się niczym tłuczone lustro.
Na wiele kawałków, których nikt już nie chciał pozbierać.
Na części, które ludzie wyrzucają do śmieci.
Pomimo rezygnacji, samotności, braku nadzieji, sił, możliwości, wiary w sukces postanowiłeś jeszcze raz spróbować.
Wielokrotnie myślałeś by jednak odpuścić i zakończyć to, co wydawało się stracone.
Bezsilność towarzyszyła Ci każdego dnia.
Jednak chciałeś żyć na nowo.
Krok po kroku szedłeś do przodu.
Obok ciebie byli Ci, którzy zostali na zawsze.
To był najtrudniejszy czas w twoim życiu.
Pozbawiony barw, radości, szczęścia, a wypełniony lękiem, frustracją, rezygnacją.
Sam kolorowałeś swój świat.
Sam z rozbitych kawałków stworzyłeś siebie na nowo.
Wiesz co zrobiłeś źle, gdzie popełniłeś błędy.
Samotna walka pozwoliła Ci zobaczyć siebie w nowej odsłonie.
Może niedoskonałej i nie tworzącej gładkiej tafli lustra.
Dzisiaj jesteś witrażem, wypełnionym kolorami, rzucającym obraz przy padających promieniach słońca.
Przetrwałeś, będąc już blisko dna.
Wyszedłeś na powierzchnię.
Stworzyłeś się na nowo.

